I ja chciałam dorzucić swoje trzy grosze o Zafonie. To jeden z moich ulubionych pisarzy. Nie wiem, czy jego książki można nazwać fantasy - jeśli tak, to hiszpańskie fantasy. Jesteście sobie takie połączenie w stanie wyobrazić? No właśnie, cienko idzie. A więc trzymam się wersji, że Zafon nie jest pisarzem z tego gatunku. To tak, jakby Mistrza i Małgorzatę ochrzcić tym mianem. Jasne, są elementy fantastyczne, ale to nie to.

A więc Zafon to Zafon. Gatunek sam w sobie. Niesamowicie wciągający. Jak to się śmiesznie wydaje na świecie książki, że ostatnie są pierwszymi, a pierwsze - ostatnimi. Bo jak napisała Mi dwa posty niżej, Książę Mgły to chronologicznie pierwsza napisana przez Hiszpana książka. Pierwszą, która ukazała się w Polsce (i na świecie), była Gra Anioła i Cień Wiatru - chyba równolegle lub Cień Wiatru był pierwszy (bo Gra Anioła jest jego kontynuacją). Potem była Marina, która jest moją ulubioną. I teraz Książę. Zafon wszystkie swoje książki pisze tak, że nie znam osoby, która by nie była wciągnięta w jego prozę po przeczytaniu choć jednej z nich. Jest fantastyczny. Rzeczywistość i fikcja mieszają się ze sobą tak sprawnie, że ma się wrażenie, że wszystko jest możliwe. Nie da się łatwo przewidzieć zakończenia - bo wszystko może się zdarzyć. Główny bohater może umrzeć lub nie, dobro może wygrać albo przegrać. I to jest własnie fajne - że jego książki są nieprzewidywalne. I aż żałuję, że tak szybko je czytam. Albo że nie są grubsze. Albo że nie napisał jeszcze więcej.
Więc pozostaje czekać na następne.